Czeski film z pociągami

Czeskie koleje Viamont chciały uruchomić od października regularną linię Trutnov-Lubawka. Tymczasem pociągi nie wjeżdżają do Polski, kończą bieg na stacji Kralovec. PKP i urząd marszałkowski odbijają piłeczkę, przerzucając odpowiedzialność za taki stan rzeczy.

Czeskie pociągi miały jeździć z Trutnova do pierwszej stacji polskiej, czyli do Lubawki. Tym samym turyści z Polski mieliby szansę na zwiedzenie Czech, zrobienie zakupów i powrót do domu. W grę wchodzą 3 kursy dziennie, pociągi mają jeździć także w dni robocze.

Problem w tym, że pociągi do Lubawki nie dojeżdżają, kończą bieg na ostatniej stacji przed granicą – Kralovec.

Tymczasem po stronie polskiej winnych nie ma. – Proszę o to pytać organizatora przejazdu, czyli urząd marszałkowski – mówi Andrzej Piech, wicedyrektor PKP Przewozy Regionalne we Wrocławiu. Jak mówi, każdy kurs jest deficytowy i ktoś musi ten deficyt pokryć. – To kwestia utrzymania trasy, zorganizowania sprzedaży biletów. My nie będziemy do tego dopłacać – zastrzegł.

Zdziwiony taką postawą jest z kolei Wojciech Zdanowski, dyrektor wydziału transportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego. – Jesteśmy otwarci na propozycje współpracy, ale oferta zorganizowania takiego przejazdu w ogóle do nas nie dotarła – mówi. – Zwykle robi się to tak, że przewoźnicy się dogadują i występują do nas o dofinansowanie. W tym przypadku jest to Viamont i PKP.

Jak mówi, koszty takiego przejazdu są niewielkie. – To 2 złote za kilometr. My musielibyśmy pokryć koszty od granicy do stacji Lubawka, czyli jakieś 2 kilometry – wylicza. – Miesięcznie dałoby to najwyżej kilkanaście tysięcy złotych. To kwota jak najbardziej w naszym zasięgu – mówi.

www.nj24.pl

Dodaj komentarz