Góry bez ratowników

Poszkodowani narciarze muszą liczyć na samych siebie. GOPR zmniejsza obsadę ratowników. Sprawa może się skończyć w prokuraturze.

Zaostrzył się konflikt między narciarskimi spółkami, a Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Od początku ferii ratownicy postanowili zmniejszyć obsadę w Szklarskiej Porębie i Karpaczu.

-Na dyżurze będzie jeden zespół ratowniczy – wyjaśniał Jerzy Czarnecki podczas konferencji prasowej. – Jeśli narciarskie spółki nie zapłacą nam tyle ile zaproponowaliśmy, będą musiały same zadbać o bezpieczeństwo narciarzy. Ratownicy dodają, że po połamanych narciarzy pojadą, ale później narciarskim spółkom wystawią faktury za zwózkę. W Karpaczu i Szklarskiej Porębie już zapowiedzieli, że płacić nie mają zamiaru.
GOPR na dwa dni przed wygaśnięciem starych umów zaproponował nowe stawki, czterokrotnie wyższe. Dla przykładu MKL Karpacz płacić miała ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie w sezonie zimowym, a dotychczas było to 5tys. W zamian GOPR oferuje dyżury zespołów ratowniczych niemal przy każdym wyciągu. Obie spółki odrzuciły te żądania uznając, że ratowanie należy do statutowych obowiązków GOPR, a dotychczasowe opłaty traktowały raczej jako sponsoring ciągle niedofinansowanych ochotników.

Ale ratownicy przedstawiają przepisy z których wynika, że właściciele wyciągów narciarskich muszą udzielać pierwszej pomocy poszkodowanym. Także tych małych wyciągów na terenie miasta, od których GOPR nie domaga się jednak żadnych opłat, bo jak argumentuje nie jest wstanie zabezpieczyć wszystkich, więc ofertę złożono tylko tym, z którymi dotychczas współpracowano.

– To nie oznacza, że my musimy to robić. Mogą zatrudnić kogoś innego – argumentuje Jerzy Czarnecki. – Na pewno nie będziemy finansować działalności gospodarczej prywatnych firm.

Ratownicy na pytanie dlaczego dokładali przez ostatnich kilkanaście lat, odpowiadają nie jasno, że koszty wzrosły, bo zmieniły się ostatnio procedury. – Tylko dlaczego o zmianie stawek nie poinformowali nas w połowie roku dając czas na przygotowanie się do zimy – zastanawia się Waldemar Draheim dyrektor MKL Kopa. To samo pytanie zadaje spółka Sudety Lift.

Nowa cenowa oferta została spółkom przedstawiona 30 grudnia, czyli na dwa dni przed wygaśnięciem dotychczasowych umów. – Wygląda na to, że chcieli nas wziąć przez zaskoczenie i postawienie przed faktem dokonanym – taką opinię można usłyszeć w obu firmach.

Fortel jednak się nie udał. GOPR usłyszał stanowcze „nie”. Obie spółki złożyły swoje propozycje cenowe. Sudety Lift zaproponowała 36 tysięcy złotych rocznie, czyli o prawie 16 tysięcy więcej niż dotychczas.GOPR chciał 76 tysięcy. Podobną ofertę złożyła spółka z Karpacza. Ratownicy odpisali, że oferty są nie do przyjęcia. Poinformowali też spółki, że zmniejszają obsadę na dyżurach.

– Oczywiście, że przyjedziemy do połamanego narciarza na nartostradzie – zapewnia Maciej Abramowicz naczelnik GOPR. – Ale jeśli w tym samym czasie dojdzie do dwóch wypadków, należy się liczyć z tym, że drugi narciarz będzie musiał poczekać.

Czy GOPR może tak działać? – Z tego co wiemy, to GOPR utrzymywany jest z pieniędzy MSWiA. Płacimy podatki. Uważamy, że wywiązujemy się ze wszystkich nakładanych prawem na nas przepisów – odpowiada Jan Dębkowski z Sudety Lift. – Ustawa nakłada na nas obowiązek zabezpieczenia nartostrad i to robimy. Nasi pracownicy w razie potrzeby udzielają też pierwszej pomocy, ale ratowanie w górach zgodnie z ustawą jest obowiązkiem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Taką opinię można usłyszeć też w Karpaczu. Obie spółki konsultowały się ze swoimi kancelariami prawnymi i obie identycznie interpretują przepisy.

Kto ma rację? Na to pytanie być może odpowie sąd. Nie trudno sobie wyobrazić, że przy zmniejszonej obsadzie ratowników, może dojść do tragicznego zdarzenia, bo ktoś kiedyś nie doczeka się pomocy. Wówczas do akcji na pewno wkroczy prokurator, który zapewne skieruje akt oskarżenia. Pytanie tylko, kto będzie podsądnym: GOPR czy właściciel wyciągu narciarskiego?

www.szklarskaporeba.org

0 odpowiedzi do “Góry bez ratowników”

  1. Nartostrada to kawałek gór, który w okresie zimy jest prywatnym miejscem działalności gospodarczej. Tak jak latem basen, czy strzeżona plaża, a czy ratownicy wodni pracują na basenie społecznie? Z MSWiA nie ma dużej dotacji, a na budżet GOPRu składają się też składki członkowskie ratowników i pieniądze zarobione na terenie prywatnym no i pieniądze od sponsorów. Nikt nie płaci, za ratownie w górach, jeśli wypadek stanie się poza nartostradą (zaginięcia, lawiny, ześliznięcia ze szlaku, złaminia, omdlenia…) i na to idą pieniądze z podatków m. in.
    Do kosztów należy doliczyć sprzęt, który podlega zużyciu i specjalistyczne szkolenia ratowników.
    Stopa życiowa rośnie (wzrost płac, otwarcie granic…) i coraz więcej narciarzy na stokach i coraz więcej wypadków, więc i koszt ratowania na nartostradzie wzrósł w ciągu ostatnich lat.

Dodaj komentarz